Tatry-Kasprowy Wierch
Szybka decyzja i równie szybka sesja…w Tatrach
…kiedy Ania z Mariuszem do mnie zadzwonili, aby umówić się na sesję plenerową z pewnością nie przypuszczali że następnego dnia zamiast sesji w jakimś jeziorku będą marznąć na szczycie Świnicy pozując do sesji swojego życia
…
…a wszystko zaczęło się od tego że chcieliby zdjęcia inne niż te, które mają już ich znajomi wobec czego zaproponowałem sesję w Tatrach z wyjazdem z samego rana…szybka decyzja i już się szykowaliśmy do wyjazdu.
Swoją drogą jeszcze nie spotkałem ludzi, którzy mają takie szczęście w życiu, ale zacznijmy od początku, przyjeżdżamy i na dzień dobry udaje się nam na miejscu dostać nocleg w samym centrum Zakopanego, zabieramy najpotrzebniejsze rzeczy i pędem na busa, żeby zdążyć na kolejkę na Kasprowy Wierch, gdzie jak się okazało nie ma kolejki do kasy (byłem w szoku! przez myśl mi przebiegł scenariusz że kolejka dziś zamknięta i już myślę gdzie by ich zabrać nim się zrobi ciemno) ale wagoniki jeżdżą i do tego jeszcze mamy zagwarantowany powrót ostatnią kolejką o 21:00 bez limitu pobytu na szczycie jak to zwykle bywa. Na szczycie pogoda jak marzenie, zachodzące słoneczko, w oddali cumulusy a nad nami strzępki cirrusów
Młodzi uśmiechnięci i weseli pomimo trudów wyjścia na sam szczyt Świnicy i przebierania się przy minusowej temperaturze, no ale czego się nie robi dla przepięknych zdjęć? ;D
Gdy kończymy zdjęcia zaczyna się już dość mocno ściemniać a do tego jesteśmy świadkami niesamowitego fenomenu pogodowego jaki można zaobserwować tylko w sprzyjających warunkach i to wysoko w górach. Mowa tutaj o mieszaniu się frontów, gdy ciepłe masy powietrza z południa wdzierają się na zimny i wilgotny front po północnej stronie łańcucha górskiego…efekt…co tu dożo pisać zobaczcie sami poniżej

Koło północy wróciliśmy do centrum, a że Młodzi jeszcze tryskają energią to idziemy na nocne zdjęcia na Krupówki
a co jak szaleć to szaleć, a że Młodzi w czepku urodzeni to jeszcze butelkę miejscowego trunku w podarce otrzymali od miejscowych górali














Następnego dnia wybraliśmy się jeszcze nad Morskie Oko, ale o tym to już w innym poście… cdn.









