Nasze Tatry
Nasz plener ślubny wykonaliśmy także w ukochanych Tatrach.
… na pierwszy ogień poszła oczywiście Świnica, na której szczycie (2301 m n.p.m.) pół roku wcześniej oświadczyłem się mojej ukochanej dziewczynie, lecz nim wykonaliśmy pierwsze zdjęcia przyszło nam sprostać wielu przeciwnościom kapryśnej pogody…
Już pierwszego dnia naszego pobytu w Zakopanym wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały na nadchodzący kilkudniowy front chłodny przynoszący obfite opady deszczu i niską temperaturę. No cóż w deszczu co prawda można zdobywać mniejsze pagórki, co zresztą robiliśmy, ale o robieniu zdjęć ślubnych można było jedynie pomarzyć ;P
Dopiero 3 dnia przestało padać, a słońce czasami próbowało przebijać się przez jeszcze grubą warstwę chmur, gdy postanowiliśmy zapakować na plecy: sprzęt fotograficzny, lampy błyskowe, statywy, suknię ślubną, garnitur i plecaki (buty ślubne już się nie zmieściły ;P) i wyruszyć poprzez Kasprowy Wierch na Świnicę.
Jako, że nie udało mi się w danym terminie zwerbować jakiegoś znajomego wolnego fotografa aby z nami pojechał, zmuszeni byliśmy wybrać się sami w góry i sami nieść cały ten sprzęt co zdumiewało chyba każdego napotkanego turystę (tym bardziej że na Kasprowym już 2 inne ekipy wykonywały plenery ślubne w liczbie minimum 6
dwójka Młodych, dwójka fotografów, 2 pomocników). Jak dla nas zdecydowanie było już tam za tłoczno i niezwłocznie ruszyliśmy w dalszą drogę.
Temperatura w górach sięgała ledwie 3 stopni powyżej zera, dość silny północny mroźny wiatr dawał się nam we znaki zwłaszcza, gdy przyszła pora przebrania się w ślubne ubrania, nie ma to jak rozbierać się przy takim wietrze ;P. Jeszcze tylko ustawić parametry ekspozycji, lampy i aparat na statywy…i byliśmy gotowi na pierwsze ujęcia zresztą już przemarznięci do szpiku kości ;P (później oczywiście to odchorowaliśmy, ale to już inna historia). Pierwsze zdjęcia wykonaliśmy pod Świnicą, na której szczyt już nie mieliśmy ochoty wychodzić z tymi wszystkimi gratami
dlatego też zeszliśmy nad Zielony Staw, gdzie już tak nie wiało i było zdecydowanie cieplej i zieleniej ![]()














Kolejnego dnia jeszcze tylko zdążyliśmy zrobić zdjęcia nad Czarnym Stawem stale ze zgrozą wpatrując się w coraz ciemniejsze i groźniejsze chmury burzowe nad nami (tym bardziej mając w pamięci oberwanie chmury jakie nas kiedyś dopadło podczas schodzenia z Rysów, ledwie 200m od wierzchołka rozpętała się taka burza z piorunami, że schodziliśmy pędem modląc się, aby tylko nie stać się łatwym celem dla piorunów. Ciuchy i wszystkie rzeczy w plecakach były wtedy kompletnie zalane przez ulewny deszcz). Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że z całym tym sprzętem na plecach zbyt szybko nie dotrzemy do schroniska. Nim zaczęło padać zdążyliśmy zrobić ledwie 10 zdjęć i szybko zawinęliśmy się z powrotem do Zakopanego.



















